Once Upon a Time … in Hollywood

Rzadko pojawiamy się w premierowy weekend promowanego billboardami filmu. W końcu wybraliśmy się zobaczyć, jak polski Rafał Zawierucha gra u Tarantino.

Film nie ma szybkich akcji, wielu zwrotów fabuły i tarantinowskiego zrównoleglenia akcji. Jest hołdem dla kina przełomu lat ’60/’70 i nawiązania do znanych dzieł i wydarzeń wywołują czasem śmiech a czasem tęsknotę i pomagają przetrwać ponad 2 godziny i 40 minut. Quentin chce ocalić klimat tamtych filmów, był to znany od dawna fakt, a teraz mamy wszystkie karty na stole. I jest szpilka wbita Romanowi Polańskiemu i hippisom.

Dobrze całość podsumowuje recenzja Łukasza Knapa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s