Ludzie

Nagrody Tony to wywodzące się z Broadway’u amerykańskie nagrody teatralne. W 2016 roku nagrodę Tony za najlepszą sztukę otrzymał Stephen Karam. Pan Karam poszedł za ciosem, napisał scenariusz filmowy na bazie swojej sztuki, a następnie sam wyreżyserował ten film. I tak w 2021 roku powstali Ludzie.

Jak to często bywa w filmowych adaptacjach sztuk teatralnych, mamy tu sporo dialogów, ciężar spoczywa na aktorach, a sceneria prawie w ogóle się nie zmienia. Całość dzieje się jednego wieczoru w jednym nowojorskim mieszkaniu.

Ogólna wymowa jest smutna. Wszyscy bohaterowie zmagają się z takimi, czy innymi życiowymi problemami i nigdzie tak do końca nie znajdują oparcia i zrozumienia. Ten pesymizm nie trafił do mnie, postawy postaci dramatu nie do końca mnie przekonywały i relacje między nimi wydały mi się sztuczne. Doceniam jednak świetne zdjęcia i kadrowanie – mnóstwo nieoczywistych ujęć, wykorzystania faktur ścian mieszkania, światła i układu pomieszczeń.

Muzyczne podsumowanie listopada

The Smashing Pumpkins – Beguiled

Billy Corgan i spółka wracają z trzyczęściowym albumem Atum, przedstawianym jako rock opera. Beguiled pochodzi z części drugiej tego concept albumu. Piosenkę napędza riff – taki ni to ciężki, ni to lekki, ciekawy. Jest charakterystyczny głos Corgana, jest Jimmy Chamberlin na perkusji i James Iha na gitarze. Brakuje D’arcy Wretzky, na basie zagrał sam Corgan. Ale skojarzenia z czasami grunge’u połowy lat ’90-tych są ewidentne.

Weyes Blood – It’s Not Just Me, It’s Everybody

Natalie Mering jakiś czas temu wymyśliła sobie pseudonim „wise blood”, który z czasem wyewoluował do Weyes Blood, co brzmi jak prawdziwe imię i nazwisko. W tym roku wydała swój piąty album And in the Darkness, Hearts Aglow pełen ballad śpiewanych podniosłym głosem kojarzącym mi się z Joni Mitchell. Raczej są dla mnie zbyt smęcące, ale It’s Not Just Me, It’s Everybody wpadło mi w ucho.

Warhaus – Desire

Warhaus to kolejny zespół Maartena Devoldere z Belgii. Znałem go z zespołu Balthazar, o którym wspominałem w muzycznym podsumowaniu maja 2019. Śpiewa tu coś, co nazwałbym barowym soulem. Pasowałby do słuchania przy piwie w jakiejś knajpie z dobrą muzyką. Cały album Ha Ha Heartbreak jest w podobnym klimacie, więc nie wykluczam, że Warhaus się jeszcze u mnie pojawi.

The Square

To szwedzki film z 2017 roku. Był nominowany do Oscara jako film obcojęzyczny i przegrał z chilijską Fantastyczną kobietą.

Głównym bohaterem jest kustosz galerii sztuki nowoczesnej. I cały film ze sztuką nowoczesną mi się kojarzy. Jest zbyt trudny dla mnie, wymaga od widza jakiegoś obycia, którego nie mam. Niby widzę, że twórca filmu Ruben Östlund naśmiewa się z problemów pierwszego świata, z tego że galerie sztuki skupiają się na pieniądzu i wywoływaniu skandali zamiast na sztuce i że wszystkim chodzi o to, żeby być dla siebie dobrym, ale kończy na deklaracjach i co najwyżej na sztucznej tolerancji.

Wątków jest jednak więcej (film trwa 2,5 godziny) i jak się one ze sobą wiążą – nie wiem.

Ostatnia walka Dakotów

Dokończyłem trylogię indiańską państwa Szklarskich, czyli książki z serii Złoto Gór Czarnych. Pierwsze dwie opowiadały o losach Tehawanki – Przebiegłego Węża, od czasów chłopięcych do dorosłości. Coś jak w serii o Tomku Wilmowskim, który też z książki na książkę doroślał. W trzeciej części Przebiegły Wąż ginie na pierwszych stronach powieści i przestajemy śledzić losy konkretnego Indianina. Co prawda akcja dość często krąży wokół syna i wnuków Przebiegłego Węża, ale raczej bohaterem jest tu zbiorowość: Indianie Dakota.

W dwóch pierwszych częściach serii opisane były fikcyjne przygody nawiązujące do kilku prawdziwych wydarzeń wyczytanych w jakichś kronikach. Ta ostatnia książka to opis prawdziwej historii dopełniony tylko fikcją, aby go sfabularyzować. A więc poznajemy tu historię wojen Indian Wielkich Równin ze Stanami Zjednoczonymi. Historię, w której władze USA zdecydowały się na planowe ludobójstwo, a Indianie broniąc się również mordowali niewinnych.

Diuna

Obejrzałem zeszłoroczny film Denisa Villeneuve’a, korzystając z dostępu do HBO Max. Nie miałem wcześniej styczności z uniwersum Diuny stworzonym przez Franka Herberta, więc trochę doczytałem, żeby nie zgubić się sporej liczbie imion, rodów i planet. Uniwersum zrobiło na mnie spore wrażenie – Herbert wymyślił spójną strukturę polityczną galaktyki, zbilansowane wpływy możnych władców i zakulisowych gabinetów cieni, kultury i wierzenia ludów, nowe zwierzęta. Filmowcy dodali do tego nowe języki, wystroje wnętrz, sposoby walki.

Film jest epicki i monumentalny. Powoli ciągną się sceny w minimalistycznych, pięknych pejzażach. Można podziwiać kadry w tonacji sepii, poznawać skomplikowane struktury społeczne i napawać się psychologią postaci.

Całość przypomina mi światy wykreowana na potrzeby Władcy Pierścieni lub Gwiezdnych wojen. Ale jednocześnie Diuna jest inna od nich i nie jest niczyją kopią. Pojawiają się też archetypy, które można w innych epopejach znaleźć: są uciemiężone ludy, które czekają na zapowiedzianego wybawcę, jest młody chłopak, który odnajduję swoją życiową misję i podejmuje odpowiedzialność, jest miłość między przedstawicielami dwóch różnych plemion, relacje rodzinne i pochwała wierności swojemu władcy, odwagi i poświęcenia.

Szara Wilczyca

Przeczytałem drugą, po Włóczęgach Północy, książkę autorstwa Jamesa Olivera Curwooda. To opowieść o przygodach hybrydy psa i wilka o imieniu Kazan. Co ciekawe, w oryginale książka ma tytuł Kazan właśnie, a w polskim przekładzie w roli tytułowej wystąpiła wybranka serca Kazana, czyli Szara Wilczyca. Pan Curwood napisał kolejną część tej opowieści o tytule Baree – The Son of Kazan, a po polsku mamy Bariego, syna Szarej Wilczycy.

Jak większość książek J.O. Curwooda, rzecz dzieje się w okolicy Zatoki Hudsona, w północnej Kanadzie. Mamy tu pierwszych osadników, traperów, czyli łowców skór, a także kilku Indian. A Kazan spotyka ludzi złych i ludzi dobrych, walczy zawsze po dobrej stronie, a walczyć potrafi. Przygód jest tu mnóstwo, ale najbardziej odpowiada mi sam klimat czasów sprzed około 150 lat i surowego leśnego środowiska.

Pójdźmy za Nim!

Krótkie opowiadanie Sienkiewicza, raczej dość nietypowe jak na niego. Małżeństwo Rzymian przeżywające coś w rodzaju niepokoju istnienia, trafia w okolicach roku 33 n.e. do Jerozolimy i będąc świadkami ukrzyżowania Jezusa, znajduje sens. Opowiadanie nie jest bardzo ambitne, od początku mniej więcej wiadomo, co się wydarzy. Ciekawe jest natomiast otwarte przyznanie się do wiary samego autora – inaczej tego utworu nie potrafię odczytywać.

Licorice Pizza

Sobotni domowy seans filmowy i tytuł, który chciałem obejrzeć w zeszłym roku. Miał dobre recenzje i wydawał się być czymś na kształt filmu Woody’ego Allena dla młodzieży. Powinno przyjść mi do głowy, że wcześniejsze filmy P.T. Andersona, które oglądałem, nie podobały mi się za bardzo: Boogie Nights i Aż poleje się krew.

Filmowi nie można odmówić jakiegoś poziomu, jest uroczy, postacie są ciekawe, odtworzenie wczesnych lat 70-tych robi wrażenie. Ale całość jest chaotyczna i na koniec nie widzę w niej niczego poza chęcią rozerwania widza przez nieco ponad 2 godziny.

Oczywiście poczytałem sobie potem o filmie i okazało się, że jest w nim mnóstwo ukrytych odniesień do amerykańskiej kultury lat 70-tych i można ją nazwać hołdem P.T. Andersona oddanym osobom, które dla mnie są anonimowe. Nie jestem koneserem tych czasów, za którymi starzejący się amerykańscy reżyserowie tęsknią.

Ojciec mówi do swoich dzieci

To znów książka zawierająca prywatne objawienia, jak czytane przeze mnie ostatnio Rękopis z Czyśćca i Mistyczne Miasto Boże. Tym razem czułem się lepiej, bo na pierwszej stronie wbite jest imprimatur. Książkę napisała Eugenia Ravasio, zmarła w 1990 roku włoska zakonnica. Dodatkiem do książki jest jej krótka biografia, która dostarcza argumentów broniących siostry Eugenii. Miała ogrom przeciwności i znosiła wszystko posłusznie.

Treść książki to komunikat od Boga Ojca. Główne założenie to odejście od wizerunku strasznego i każącego Boga do Boga Ojca kochającego swoje dzieci. Wydaje mi się, że już od lat przyzwyczaiłem się do takiego przekazu i nie było to dla mnie zbyt odkrywcze. To chyba dobrze.

Pomiędzy słowami

Pomiędzy słowami to film z 2017 roku, dostępny na VOD TVP za darmo. Jest czarno-biały, z ładnymi kadrami Lennerta Hillege, który był z resztą z zdjęcia do tego filmu nagradzany.

Reżyserem i scenarzystą jest Urszula Antoniak. Widziałem wcześniej jej o 8 lat starsze Nic osobistego, film zaliczany do kina holenderskiego, bo tam pani Urszula mieszka. Nic osobistego cenię za senny klimat, zagrał mi na emocjach. Pomiędzy słowami sporo się różni, ale ten powolny klimat pozostał. Nie napędza go akcja, mamy czas, żeby nacieszyć się kadrami i grą zwłaszcza Jakuba Gierszała.

Jest tu sporo o odkrywaniu tożsamości. Czy starać się o dołączenie do grupy, którą uważam za wyższą w hierarchii i zerwać ze swoimi korzeniami, ciągnąć w stronę ekskluzywizmu? Czy jednak traktować swoje korzenie, jako płaszczyznę do tworzenia relacji z innymi? Jest tu pewnie jakaś nutka autobiograficzna pani Urszuli, żyjącej na emigracji Polki.