The Chosen

Obejrzałem 2 sezony serialu The Chosen. Mówi się o nim, że to pierwszy serial oparty na Ewangelii w jakości netfliksowej. Nie można go zobaczyć po prostu w jakimś serwisie streamingowym, jest dostępny tylko za pośrednictwem aplikacji na telefon.

Wydarzenia opisane w Ewangelii są tu podstawą fabuły, ale większość czasu ekranowego zajmują inspirowane Biblią wyobrażenia autorów serialu o tym, jak to mogło wyglądać. Łączą znane z Ewangelii fakty i osoby, dodając kontekst, charakter postaci i całą otoczkę. I jakąś dawkę politycznej poprawności, również w castingu.

Wiele odcinków ma kulminację związaną z cudem Jezusa i próbuje w ten sposób działać na emocje. Niektóre połączenia faktów są rzeczywiście ciekawe, ale są też naiwne lub nietrafione. Zgadzam się z opinią wyrażoną w recenzji Tomasza Samołyka:

Dźwięki muzyki

To musical z 1965 roku, kultowy w pewnych kręgach. Główna bohaterka, Maria, jest nowicjuszką w klasztorze i zostaje wysłana do rodziny von Trappów, żeby opiekować się siódemką dzieci. Rzecz dzieje się w górzystej Austrii i bardzo wyeksponowano alpejskie krajobrazy. Ładnie tu kadrują i ładnie też wkoponowują architekturę, zwłaszcza sakralną.

Musicalowe piosenki wpadają w ucho i pamięć. Zauważyłem też, że chorał gregoriański wykorzystany do zrobienia klimatu klasztoru, bardzo sakralizuje dźwiękowo – szkoda, że słychać go tak rzadko, w kościołach już prawie w ogóle.

Fabuła jest raczej naiwna. Przemiana kapitana von Trappa była zbyt szybka i przez to niewiarygodna. Nie spodziewałem się po tym filmie tła religijnego. Oprócz nowicjatu głównej bohaterki, są odwołania do moralności chrześcijańskiej, a starsze zakonnice mają ważne epizody.

Orle pióra

Orle pióra to pierwsza część indiańskiej trylogii państwa Szklarskich pod łącznym tytułem Złoto Gór Czarnych. Czytałem wcześniej część drugą, została mi jeszcze trzecia do nadrobienia.

Pan Szklarski w latach 1960′ pisał serię książek podróżniczo-przygodowych o Tomku Wilmowskim, które mam już ogarnięte w komplecie. W latach 1970′ Szklarski przeszedł na temat Indian, prawdopodobnie pod wpływem ogólnie panującej mody na westerny. Podszedł to tematu po swojemu – wspólnie z żoną zebrali materiały źródłowe i potem w treść książki powplatali kilka prawdziwych historycznych epizodów i mnóstwo wiedzy o Indianach Wielkich Równin. Można z tej książki się dowiedzieć czym się różnią wigwam i tipi, jak ubierali się i co jedli Dakotowie, jakie mieli zwyczaje i wiele innych ciekawostek. A wszystko to wplecione w przygody młodego Santee Dakoty o imieniu Tehawanka.

Muzyczne podsumowanie sierpnia

Bob Marley & The Wailers – Could You Be Loved

To oczywiście nie jest nowa piosenka. Could You Be Loved zostało wydane na albumie Uprising w 1980 roku. W tym roku opublikowano nowy teledysk w reżyserii Vanji Vikalo, inspirowany działalnością Cedelli Marley, córki Boba. Dobre, korzenne reggae jest u mnie w cenie.

Naâman i Losso Keita – Maputo

Naâman to francuski wykonawca reggae i muzyki około-reggea’owej. O Losso Keicie wiadomo niewiele, ale po mocno afrykańskim brzmieniu piosenki Maputo wnioskuję, że jest to przedstawiciel afro-beatu. Maputo to stolica Mozambiku i o tym właśnie mieście opowiada ta piosenka.

Lewis OfMan i Carly Rae Jepsen – Move Me

Przed posłuchaniem tej piosenki kojarzyłem tylko Carly Rae Jepsen – popową gwiazdką, znaną z piosenki Call Me Maybe. Lewis OfMan to paryżanin i niewiele więcej o nim wiadomo. Wspólnie nagrali całkiem zgrabną piosenkę. Nadal jest to pop, trochę elektroniczny, z wyraźnym rytmem i nienachalną melodią.

Lorde – The Path

Pani Ella Yelich-O’Connor jest z Nowej Zelandii i cenię ją od kilku lat ze świetną alt-popową piosenkę Royals. W zeszłym roku wydała album Solar Power, który otwiera piosenka The Path. Jest to znów taki dziwny, alternatywny pop. Piosenka nie ma prostej struktury zwrotka-refren, narasta jakby zwrotka za zwrotką. Mam skojarzenia z muzyką z połowy lat 1990′, z ówczesnym popem, np. Madonną. Mam sentyment do tamtej muzyki, choć wtedy jej nie słuchałem. Ciekawy jest też tekst: miejmy nadzieję, że słońce wskaże nam drogę.

Thee Sacred Souls – Easier Said Than Done

Thee Sacred Souls to kalifornijskie trio, inspirujące się soulem z lat 1960′, klimatami Motown. Wydali swój debiutancki album pełen powolnych soulowych ballad o miłości. A wśród nich piosenka o tym, że miłość to nie jest prosta rzecz i łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Marlon Williams – Thinking Of Nina

Marlon Williams to kolejny nowozelandczyk w tym zestawieniu. Jego kolejny album My Boy wychodzi za kilka dni. Thinking Of Nina to piosenka w klimacie Roxy Music, taki elegancki pop-rock.

Rękopis z Czyśćca

Skończyłem czytać krótkiego ebooka, książkę napisaną przez XIX-wieczną francuską zakonnicę s. Marię od Krzyża. Książka jest zapisem prywatnych objawień, więc trzeba podchodzić do niej ostrożnie. Siostrze Marii objawiała się zmarła współsiostra z tego samego klasztoru, która trafiła do Czyśćca i wolno jej było uchylić rąbka tajemnicy o rzeczach ostatecznych, jak należy żyć na ziemi i jaką relację mieć z Bogiem, Maryją i świętymi.

Szukałem informacji o autorce książki i samych objawieniach. Znalazłem sprzeczne informacje, więc nie będę ich powtarzał.

W każdym razie książka zawiera bardzo prosty wykład prawd o życiu duchowym. Jest w nim mowa o tym, jak robić postępy i w którym kierunku zmierzać.

Identyfikacja brodźca piskliwego

W zeszły czwartek zrobiłem marne zdjęcie brodźca piskliwego (Actitis hypoleucos) w gdańskim Parku Reagana. Postanowiłem sprawdzić, czy można zbudować listę cech tego gatunku pozwalającą na jego identyfikację na podstawie dostępnych w sieci informacji. Okazuje się, że można w polskojęzycznym internecie znaleźć następujące strony traktujące o piskliwcu:

  1. Ptaki.info – brodziec piskliwy
  2. Ekologia.pl > Wiedza – brodziec piskliwy
  3. Wisła warszawska.pl – brodziec piskliwy
  4. Sławomir Chmielewski, Poradniki ochrony siedlisk i gatunków – brodziec piskliwy
  5. Jerzy Grzesiak, Atlas fauny i flory – brodziec piskliwy
  6. Media Nauka – brodziec piskliwy
  7. e-zwierzyniec.pl – brodziec piskliwy

Rozmiar / sylwetka: ptak wielkości szpaka [1], niewiele większy od skowronka [4], nieco większy od wróbla [7]. Długość ciała 19–21 cm [3, 4], do 22 cm [6].

Wierzch ciała i kuper: wierzch brązowoszary [1] lub jasnobrązowy [3] lub oliwkowoszary z czarnym kreskowaniem [6, 7]. Kuper brązowy [1], ciemny [4].

Brzuch: cały spód ciała czysto biały [1, 2, 4, 6, 7] lub białawy [3].

Skrzydła: w locie widoczny biały pasek na wierzchu skrzydeł, na pograniczu lotek i pokryw skrzydłowych [1, 2, 3, 4, 5, 7]. Spód skrzydeł biały z ciemnymi końcami lotek [4]. Rozpiętość skrzydeł 32–35 cm [3], wg innych źródeł 30-41 cm [4]. Długość skrzydła 11-12 cm [6].

Głowa: drobno kreskowana na szarobeżowym [1] lub szarawym [6, 7] tle. Nad okiem jasna brew [4, 6, 7]. Czarny pasek zaczynający się od dzioba i kończący za okiem [4].

Dziób: prosty [5]. Czarny [6] lub ciemny [7]. Wg jednych źródeł nie dłuższy od głowy [5], wg innych trochę dłuższy [7].

Szyja i pierś: szyja i góra piersi drobno czarno kreskowane na szarobeżowym [1] lub szarym [4, 6, 7] tle. Podgardle białe [2, 7] Na bokach przedniej części piersi brunatnoszare plamy [2]. Wąski biały pas biegnie w stronę barku [7].

Ogon: brązowy [1], ciemny [4, 6, 7]. Brzegi ogona białe, czarno-pręgowane [1, 4, 7]. Wyraźna projekcja ogona, który jest dłuższy od złożonych skrzydeł [3]. W locie widoczne czarne obrzeżenie na końcu i brzegach ogona [7].

Nogi: zielonkawe do żółtawych [3, 6], żółtawoszare lub brudnozielone [4].

Głos: śpiew to wysokie hididi [1] lub hididididihihi – titidihiditi [3] lub hididi hididi [7]. Głos alarmowy to cłip cłip cłip [3] lub ti-ti-ti-ti [4].

Dymorfizm płciowy: brak [1, 4, 6, 7].

Wiekowanie: młode na wierzchu ciała mają rdzawe plamki [2, 7], płowe i ciemne prążki na piórach skrzydeł i wierzchu ciała [4], rudawe otoczki piór na grzbiecie [7].

Podobne gatunki: łęczak – ma białą plamę u nasady ogona, ogon pokryty ciemnymi pręgami, na skrzydłach brak białego paska, spód skrzydeł szary [4]. Samotnik – większy niż brodziec piskliwy, ma białą plamę u nasady ogona, ogon pokryty ciemnymi pręgami, na skrzydłach brak białego paska, spód skrzydeł czarny [4]. Krawodziób [5].

łęczak (Tringa glareola)
samotnik (Tringa ochropus)
krwawodziób (Tringa totanus)

Rzeź za dziesięć tysięcy dolarów

Włoski western z 1967 roku, czyli okresu boomu tego gatunku filmów. To jedna z wersji przygód Django. Okazuje się, że kiedy jakaś westernowa postać zrobiła się rozpoznawalna we włoskiej kinematografii, używano jej nazwiska w różnych, niepowiązanych ze sobą filmach i grać ją mógł każdy aktor, który w miarę dobrze się prezentował w kapeluszu.

Tym razem Django jest łowcą głów i oczywiście najszybszym rewolwerowcem w okolicy. Łowi przestępców, ale w końcu daje się przez jednego z nich przekonać do zmiany stron. Nie będę zdradzać, jak to się kończy, ale widać chciwość była główną motywacją bounty-hunterskiej działalności głównego bohatera. Jest też mało wiarygodny wątek miłosny. Ogólnie dzieło przeciętne.

To prawdopodobnie ostatni western w czasie mojego lata z westernami. Obejrzałem ich kilkanaście i wyrobiłem sobie opinię, które podgatunku tego gatunku lubię najbardziej. Póki co kontynuuję tematykę Dzikiego Zachodu w doborze lektur – aktualnie na tapecie mam Old Surehanda i Orle pióra.

Biwak w Młynkach

Na jedno-nocny biwak wybraliśmy się 6-osobową grupą do Młynków pod Wejherowem. Miejsce sprawdzone kilkukrotnie, bo można tam rozpalać ogniska – są 4 wyznaczone punkty z infrastrukturą, czyli stołami, ławkami, zadaszeniem. Do tego miejsce jest ładne. Można tam się rozbijać i biwakować. Jest częścią wyznaczonego przez leśników obszaru w programie Zanocuj w lesie, położonego między Redą, Gniewowem, Nowym Dworem Wejherowskim i Sopieszynem.

Ostatecznie nie zanocowaliśmy w miejscu, gdzie można palić ogniska. Wszystkie 4 wyznaczone paleniska były w sobotni wieczór zajęte przez dość hałaśliwe osoby. Poszliśmy więc jakieś 200 metrów w głąb lasu, na malowniczo położoną polankę. Mogliśmy podziwiać czerwony zachód słońca podczas rozbijania namiotów.

Polanka jest położona na pagórku, rozbiliśmy się w jego najwyższym miejscu. To był dobry wybór, niżej długo zalegała mgła. Właściwie rosa była bardzo obfita i wyczuwalna już wieczorem. Rano wszystko było tak mokre, jak po deszczu. Łącznie z namiotami i wszystkimi rzeczami zostawionymi poza namiotem. Nie wiem, jak przed taką rosą można się bronić – może powinniśmy jednak wybrać inne miejsce?

Zadowolony jestem z tego, jak przygotowaliśmy się pod kątem jedzenia i zapewnienia sobie ciepła w nocy. To drugie nie było trudno, temperatura według prognoz mogła spaść do 16 stopni. Ewentualnie wilgoć mogła wzmóc odczucie zimna. Ale śpiwór i karimata wystarczyły.

Przygotowaliśmy się jakoś też pod kątem toalety, ale brakowało mi kąpieli. Zastanawiam się, czy można przygotować się lepiej, czy raczej oswajać się na biwakach z uczuciem bycia brudasem.

Biwakowanie wciąga tak, że nie przejmowałem się zbytnio ptakami. Słyszałem w nocy jakąś sowę, albo nawet sowy, ale nie było samozaparcia, żeby próbować te głosy oznaczać. Słyszane dzięcioły czarne, kruki, pierwiosnka, czyże oznaczyć było prosto, więc dla zapamiętania je zapisuję.

C’mon C’mon

Film C’mon C’mon obejrzałem w kinie plenerowym KinoPortu, za darmo. Ciepłe, letnie wieczory są do tego idealne. Miałem ochotę na ten film odkąd zobaczyłem jego recenzję u Artura „Kinomaniaka” Pietrasa, jedynego krytyka filmowego, którego śledzę w miarę stale.

Oprócz historii przyjaźni dorosły-dziecko, motywu drogi, zwróciły moją uwagę ładne, czarno-białe zdjęcia Robbiego Ryana. Potem doczytałem, że widziałem już jeden film reżysera i scenarzysty Mike’a Millsa – Debiutanci. Podobał mi się jego klimat.

Samo C’mon C’mon jest hipstersko-ładne. Ma w sobie dużo szczerości i szacunku do dzieci, co lubię. Ale chyba wbrew woli autorów, pokazuje jak metody wychowawcze typu NVC się nie sprawdzają. Jednak jestem zdania, że wolę trzeba kształtować i nie koncentrować się na emocjach. Niemniej, film zrobił na mnie wrażenie.