Медена земја

Już w poświątecznym klimacie wybraliśmy się ze znajomymi do kina. Spomiędzy Krainy lodu i Krainy miodu wybór padł oczywiście na tę drugą. To macedoński dokument nagradzany w Europie i w USA. Twórcy zmontowali materiał filmowy z 3 lat życia ubogiej wiejskiej pszczelarki. Ujęcia są ładne, prostota życia i ubóstwo porażające, ale brak jakiejkolwiek narracji momentami nuży. Cieszy fakt, że zyski filmu w jakiejś części trafiają do głównej bohaterki. Pani Hatidze Muratova już mieszka w lepszym domu niż oglądana przez nas rozpadająca się chatka.

Dla mnie film na 7/10, ładna recenzja jest na blogu Horyzont kina.

The Two Popes

Niecodzienną tematykę wziął na warsztat Netflix. To historia z przełomu dwóch ostatnich papieskich pontyfikatów. Nie do końca oparta na faktach, prawdopodobna, ale raczej się nie wydarzyła. Osobiście nie kupuję tej wersji wydarzeń, a zwłaszcza tego, jak przedstawieni zostali papierze. Zwłaszcza Benedykt XVI jest różny od moich wyobrażeń o nim – jest tu nieempatycznym samotnikiem, raczej negatywną postacią w historii Kościoła. Mimo wszystko film jest zajmujący, zadaje wiele pytań i potrafi w tych długich przepełnionych dialogiem minutach na koniec poruszyć emocje.

To Rome with Love

To drugi film Woody’ego Allena, który wyhaczyłem w tym roku na Netfliksie. Zakochani w Rzymie zawiera kilka niepowiązanych ze sobą historii prowadzonych równolegle. Właściwie powiązanych jedynie miejscem akcji – pięknie pokazanym Rzymem. To urocza komedia, choć nie wszystkie gagi są śmieszne i inteligentne, a zwykle u Allena przynajmniej to drugie nie zawodziło. No i zaskakująco dobrze wypada Penélope Cruz mówiąca po włosku. Całość dla mnie 5/10.

Nieco lepsza i bardziej fachowa ocena na Z dala od polityki.

The Laundromat

Pralnia to jedna z najnowszych produkcji Netfliksa w reżyserii Stevena Soderbergha i napakowana gwiazdami kina. Mają tam Meryl Streep, Gary’ego Oldmana, Antonio Banderasa, Sharon Stone, a nawet Rossa z Przyjaciół. W formie przypomina Big Short, też kwestiami burzącymi czwartą ścianę wyjaśnia co bardziej skomplikowane wątki finansowe. Bierze na warsztat aferę Panama Papers i robi to ciekawie i wielowątkowo. A na koniec skłania do samodzielnego poszukania informacji o tym, co się tak na prawdę dzieje na świecie.

The Breadwinner

Było tak: w 1997 roku Kanadyjka Deborah Ellis pojechała do Pakistanu, aby przeprowadzić wywiady z afgańskimi uchodźcami. Tam rozmawiała z matką, której dziewczynka przebierała się za chłopca, aby móc chodzić sama po obozie dla uchodźców i zdobywać jedzenie – czyli robić to, co wolno tylko chłopcom. W 2001 roku pani Ellis wydała książkę The Breadwinner inspirowaną tą historią. Książkę na warsztat wzięła kanadyjska scenarzystka Anita Doron, a w 2017 do kin wszedł film w reżyserii pani Nory Twomey z Irlandii. Dostał nominacje do Oscara i Złotego Globa za najlepszy film animowany i przegrał z Coco. I trafił na Netflix.

Na początku filmu akcja jest komentowana tak na wprost przez bohaterów, że robi wrażenie feministycznej propagandówki antyislamskiej. Potem robi się ładnie, wplatają się równoległe wątki ze snutych opowieści, jest odwaga i poświęcenie i czerpanie siły z przekazywanych ustnie historii wzmacniających tożsamość i przekazujących wartości. Nie wiem, czy życie w Kabulu zostało wiernie przedstawione, ale jest ciekawe i dla mnie prawdopodobne.

Pajareros

Dwa dni temu na Netfliksie premierę miał krótkometrażowy dokument Ptasiarze sfilmowany w rezerwatach na granicy amerykańsko-meksykańskiej w czasie jesiennej migracji. Epatuje po prostu widokiem egzotycznych dla mnie ptaków i ludzi zajaranych masą gatunków ciągnących brzegiem Zatoki Meksykańskiej. Jedynie rybołowy, sokół wędrowny i gołąb miejski były mi znane, całe mnóstwo innych było nowe. Cieszył mnie fakt, że w wielu przypadkach ci zafascynowani ptakami Amerykanie i Meksykanie podawali nazwy gatunków, co nie jest regułą w przyrodniczych filmach dokumentalnych.

Rolling Thunder Revue

Pełny polski tytuł tego dzieła to Rolling Thunder Revue: Opowieść o Bobie Dylanie od Martina Scorsese. Film opowiada o trasie koncertowej Dylana i przyjaciół rozpoczętej w 1975 roku. Grupa muzyków i poetów stała się na wiele miesięcy jeżdżącą po Stanach i koncertującą w klubach trupą, komuną i bohemą na kołach.

Odbieram to jako niszowy film dla fanów, bo jeśli ktoś nie przepada za Dylanem, to ten film go nie przekona. Wszystko kręci się wokół Boba, ludzie traktują go jak boga, a on z tego korzysta. Całość jest dość chaotyczna, nie ma przekazu informacji, a raczej próba oddania klimatu. Jeśli klimat trasy był chaotyczny, to efekt został osiągnięty.

Dużo w tym filmie poezji, której nie rozumiem. Dopiero pod koniec filmu, kiedy Joni Mitchell zaśpiewała swój nowy wówczas utwór Coyote, zaczęło coś do mnie docierać. Pozostała część mnie wynudziła.

Gi-saeng-chung

O filmie Parasite wiedziałem wcześniej, że zdobył Złotą Palmę w Cannes i że poleca go Quentin Tarantino (ta rekomendacja mnie nie zachęca). Że jest filmem koreańskim i widziałem zabawny trailer. Wybraliśmy się na premierowy pokaz do KinoPortu w ostatnio stałej pięcioosobowej grupie.

Trudno o nim coś napisać, nie zdradzając fabuły. Sporo w nim symboli. Jest jasny podział na dwie klasy społeczne, bogatych i biednych i jest próba ustalenia, która z tych klas w rzeczywistości żeruje na drugiej. W środku miał trochę dłużyzn, ale w ostatecznym rozrachunku komedia stała się czarną komedią, ocierając się o dramat i thriller, co tylko poprawia odbiór.

Po recenzję odsyłam do Nałogowego Filmożercy.

Irrational Man

Film na wieczór, to wybrany na Netfliksie Nieracjonalny mężczyzna Woody’ego Allena. Allen raczej poniżej pewnego poziomu nie schodzi, więc mimo otaczających go kontrowersji obyczajowych, film obejrzałem z przyjemnością. Akcja wciąga, każde dokonywać wyborów i podejmować działanie. Przypomina mi inny film nowojorskiego reżysera, Wszystko gra.

Po obejrzeniu kilku filmów z Emmą Stone w krótkich odstępach czasu (Birdman, Kocha, lubi, szanuje, La La Land, Łatwa dziewczyna) mam wrażenie, że powtarza swoje miny i aktorskie zagrywki, ale nadal kupuję jej role.