180 000 kilometrów przygody

Po przeczytaniu życiorysu Halika, sięgnąłem po książkę jego autorstwa. Choć to autorstwo jest poddawane w wątpliwość, możliwe, że książkę napisała jego żona Pierette, albo że zrobili to wspólnie.

Nie chcę się nad tą książką pastwić, ale Halik to bardziej podróżnik i fotograf niż pisarz. Książka jest chaotycznym zbiorem luźno ze sobą powiązanych przygód i ciekawostek z czasu podróży Halika jeepem przez obie Ameryki. Może wynikać to z faktu, że książka jest w istocie wyborem co lepszych kawałków z dwóch książek wydanych pierwotnie po hiszpańsku. Styl jest kiepski, Halik nieudolnie buduje napięcie i powtarza to, co mu się wydaje ważne lub brzmiące niesamowicie. Same historie są ciekawe, ale wyglądają mi na ubarwiane i nie do końca wiarygodne w przytaczanych szczegółach.

Dużo wnoszą zdjęcia. Halik miał do nich oko, są świetnie skomponowane i po prostu ładne. Choć często widać, że to bardziej pozowane portrety niż reporterskie kadry.

Dla przeciwwagi – pozytywna opinia o książce z bloga Podróżniczo Marty Muszyńskiej.