Ludzie

Nagrody Tony to wywodzące się z Broadway’u amerykańskie nagrody teatralne. W 2016 roku nagrodę Tony za najlepszą sztukę otrzymał Stephen Karam. Pan Karam poszedł za ciosem, napisał scenariusz filmowy na bazie swojej sztuki, a następnie sam wyreżyserował ten film. I tak w 2021 roku powstali Ludzie.

Jak to często bywa w filmowych adaptacjach sztuk teatralnych, mamy tu sporo dialogów, ciężar spoczywa na aktorach, a sceneria prawie w ogóle się nie zmienia. Całość dzieje się jednego wieczoru w jednym nowojorskim mieszkaniu.

Ogólna wymowa jest smutna. Wszyscy bohaterowie zmagają się z takimi, czy innymi życiowymi problemami i nigdzie tak do końca nie znajdują oparcia i zrozumienia. Ten pesymizm nie trafił do mnie, postawy postaci dramatu nie do końca mnie przekonywały i relacje między nimi wydały mi się sztuczne. Doceniam jednak świetne zdjęcia i kadrowanie – mnóstwo nieoczywistych ujęć, wykorzystania faktur ścian mieszkania, światła i układu pomieszczeń.

The Square

To szwedzki film z 2017 roku. Był nominowany do Oscara jako film obcojęzyczny i przegrał z chilijską Fantastyczną kobietą.

Głównym bohaterem jest kustosz galerii sztuki nowoczesnej. I cały film ze sztuką nowoczesną mi się kojarzy. Jest zbyt trudny dla mnie, wymaga od widza jakiegoś obycia, którego nie mam. Niby widzę, że twórca filmu Ruben Östlund naśmiewa się z problemów pierwszego świata, z tego że galerie sztuki skupiają się na pieniądzu i wywoływaniu skandali zamiast na sztuce i że wszystkim chodzi o to, żeby być dla siebie dobrym, ale kończy na deklaracjach i co najwyżej na sztucznej tolerancji.

Wątków jest jednak więcej (film trwa 2,5 godziny) i jak się one ze sobą wiążą – nie wiem.

Diuna

Obejrzałem zeszłoroczny film Denisa Villeneuve’a, korzystając z dostępu do HBO Max. Nie miałem wcześniej styczności z uniwersum Diuny stworzonym przez Franka Herberta, więc trochę doczytałem, żeby nie zgubić się sporej liczbie imion, rodów i planet. Uniwersum zrobiło na mnie spore wrażenie – Herbert wymyślił spójną strukturę polityczną galaktyki, zbilansowane wpływy możnych władców i zakulisowych gabinetów cieni, kultury i wierzenia ludów, nowe zwierzęta. Filmowcy dodali do tego nowe języki, wystroje wnętrz, sposoby walki.

Film jest epicki i monumentalny. Powoli ciągną się sceny w minimalistycznych, pięknych pejzażach. Można podziwiać kadry w tonacji sepii, poznawać skomplikowane struktury społeczne i napawać się psychologią postaci.

Całość przypomina mi światy wykreowana na potrzeby Władcy Pierścieni lub Gwiezdnych wojen. Ale jednocześnie Diuna jest inna od nich i nie jest niczyją kopią. Pojawiają się też archetypy, które można w innych epopejach znaleźć: są uciemiężone ludy, które czekają na zapowiedzianego wybawcę, jest młody chłopak, który odnajduję swoją życiową misję i podejmuje odpowiedzialność, jest miłość między przedstawicielami dwóch różnych plemion, relacje rodzinne i pochwała wierności swojemu władcy, odwagi i poświęcenia.

Pomiędzy słowami

Pomiędzy słowami to film z 2017 roku, dostępny na VOD TVP za darmo. Jest czarno-biały, z ładnymi kadrami Lennerta Hillege, który był z resztą z zdjęcia do tego filmu nagradzany.

Reżyserem i scenarzystą jest Urszula Antoniak. Widziałem wcześniej jej o 8 lat starsze Nic osobistego, film zaliczany do kina holenderskiego, bo tam pani Urszula mieszka. Nic osobistego cenię za senny klimat, zagrał mi na emocjach. Pomiędzy słowami sporo się różni, ale ten powolny klimat pozostał. Nie napędza go akcja, mamy czas, żeby nacieszyć się kadrami i grą zwłaszcza Jakuba Gierszała.

Jest tu sporo o odkrywaniu tożsamości. Czy starać się o dołączenie do grupy, którą uważam za wyższą w hierarchii i zerwać ze swoimi korzeniami, ciągnąć w stronę ekskluzywizmu? Czy jednak traktować swoje korzenie, jako płaszczyznę do tworzenia relacji z innymi? Jest tu pewnie jakaś nutka autobiograficzna pani Urszuli, żyjącej na emigracji Polki.

Moon

Obejrzałem Moon, czyli film sci-fi z 2009 z aktorskim popisem Sama Rockwella. Rzecz dzieje się na Księżycu w niedalekiej przyszłości. Korporacja potrzebuje człowieka do obsługi pozaziemskiej stacji wydobywczej. A potem wychodzą na jaw korporacyjne szemrane rozwiązania, rodem z najciemniejszych zakątków umysłu Stanisława Lema. Tyle, że ekipa filmowa potrafi wydobyć znacznie więcej psychologii postaci z tej historii niż nasz genialny pisarz.

Wenecja

Obejrzałem mój szósty film Jana Jakuba Kolskiego. Myślę, że jego filmy są dość nierówne. Ma na koncie genialnego Jańcia Wodnika, niezłe Jasminum i średnie Daleko od okna. W mojej opinii Wenecja plasuje się w dolnym zakresie możliwości pana Jana.

Rzecz dzieje się w 1939 roku. Główny bohater jest młodym chłopcem, który chce wyjechać na wakacje z rodzicami do Wenecji. Rodzice nie planują go zabrać, a dodatkowo wybucha wojna i zmienia wszystkie plany. Wojna powoli przedostaje się do życia wszystkich postaci filmu i wpływa na nie. Psychologicznie chyba miała też być tu pokazana jakaś droga do dorosłości, ale wątki gubią się i przewijająca się Wenecja nic mi nie wytłumaczyła. No trudno.

Cztery pory roku

Film Andrzeja Kondratiuka z 1985 roku dostępny w serwisie 35mm.online. Poetycki, z symbolami i malarskimi kadrami w leśnej estetyce. Jako taki przyjemnie by się go oglądało, gdyby nie poziom aktorski filmu. Występuje w nim cała rodzina Kondratiuków – brat gra brata, ojciec – ojca i matka – matkę. Nie będę się ich czepiał, nie oczekuję od nich aktorskich fajerwerków. Ale ówczesna partnerka reżysera, Iga Cembrzyńska, jest zawodową aktorką i wypada bardzo słabo. Na minus dodam coś, co dziś nazwalibyśmy szurostwem – np. jakieś piramidy, które mają bronić przed kosmiczną energią.

Ciekawe, że tak odrealnieni ludzie, jak pokazani na ekranie, są najbardziej naturalni w kontekście życia w zgodzie z przyrodą, opiekowaniu się starszymi rodzicami i generalnie podtrzymywaniu więzi rodzinnych. W tym środowisku można zauważać i szukać analogii między następstwem pór roku i pokoleń ludzi.

Mój Anioł

Znalazłem na kanale Kino Swiat VOD na YouTube film belgijski film z 2016 roku, który wg rekomendacji Filmweb będzie mi się podobał w 80% procentach. To dużo.

Film można by nazwać poetyckim, gdyby nie duża dawka naiwności w głównych założeniach i w fabule. Główny bohater jest niewidzialny, ale nie są niewidzialne jego ubrania, ale nie można założyć, że chodzi ciągle nago. Dużo pracy włożono w to, żeby poruszyć zmysły: wzrok, słuch, a nawet trochę dotyk, przynajmniej w sferze wyobraźni. Doceniam. Na minus spora ilość golizny, nawet YouTube nie pozwala go obejrzeć bez ustalenia wieku widza.

Dźwięki muzyki

To musical z 1965 roku, kultowy w pewnych kręgach. Główna bohaterka, Maria, jest nowicjuszką w klasztorze i zostaje wysłana do rodziny von Trappów, żeby opiekować się siódemką dzieci. Rzecz dzieje się w górzystej Austrii i bardzo wyeksponowano alpejskie krajobrazy. Ładnie tu kadrują i ładnie też wkoponowują architekturę, zwłaszcza sakralną.

Musicalowe piosenki wpadają w ucho i pamięć. Zauważyłem też, że chorał gregoriański wykorzystany do zrobienia klimatu klasztoru, bardzo sakralizuje dźwiękowo – szkoda, że słychać go tak rzadko, w kościołach już prawie w ogóle.

Fabuła jest raczej naiwna. Przemiana kapitana von Trappa była zbyt szybka i przez to niewiarygodna. Nie spodziewałem się po tym filmie tła religijnego. Oprócz nowicjatu głównej bohaterki, są odwołania do moralności chrześcijańskiej, a starsze zakonnice mają ważne epizody.

Rzeź za dziesięć tysięcy dolarów

Włoski western z 1967 roku, czyli okresu boomu tego gatunku filmów. To jedna z wersji przygód Django. Okazuje się, że kiedy jakaś westernowa postać zrobiła się rozpoznawalna we włoskiej kinematografii, używano jej nazwiska w różnych, niepowiązanych ze sobą filmach i grać ją mógł każdy aktor, który w miarę dobrze się prezentował w kapeluszu.

Tym razem Django jest łowcą głów i oczywiście najszybszym rewolwerowcem w okolicy. Łowi przestępców, ale w końcu daje się przez jednego z nich przekonać do zmiany stron. Nie będę zdradzać, jak to się kończy, ale widać chciwość była główną motywacją bounty-hunterskiej działalności głównego bohatera. Jest też mało wiarygodny wątek miłosny. Ogólnie dzieło przeciętne.

To prawdopodobnie ostatni western w czasie mojego lata z westernami. Obejrzałem ich kilkanaście i wyrobiłem sobie opinię, które podgatunku tego gatunku lubię najbardziej. Póki co kontynuuję tematykę Dzikiego Zachodu w doborze lektur – aktualnie na tapecie mam Old Surehanda i Orle pióra.