Ostatnia walka Dakotów

Dokończyłem trylogię indiańską państwa Szklarskich, czyli książki z serii Złoto Gór Czarnych. Pierwsze dwie opowiadały o losach Tehawanki – Przebiegłego Węża, od czasów chłopięcych do dorosłości. Coś jak w serii o Tomku Wilmowskim, który też z książki na książkę doroślał. W trzeciej części Przebiegły Wąż ginie na pierwszych stronach powieści i przestajemy śledzić losy konkretnego Indianina. Co prawda akcja dość często krąży wokół syna i wnuków Przebiegłego Węża, ale raczej bohaterem jest tu zbiorowość: Indianie Dakota.

W dwóch pierwszych częściach serii opisane były fikcyjne przygody nawiązujące do kilku prawdziwych wydarzeń wyczytanych w jakichś kronikach. Ta ostatnia książka to opis prawdziwej historii dopełniony tylko fikcją, aby go sfabularyzować. A więc poznajemy tu historię wojen Indian Wielkich Równin ze Stanami Zjednoczonymi. Historię, w której władze USA zdecydowały się na planowe ludobójstwo, a Indianie broniąc się również mordowali niewinnych.

Szara Wilczyca

Przeczytałem drugą, po Włóczęgach Północy, książkę autorstwa Jamesa Olivera Curwooda. To opowieść o przygodach hybrydy psa i wilka o imieniu Kazan. Co ciekawe, w oryginale książka ma tytuł Kazan właśnie, a w polskim przekładzie w roli tytułowej wystąpiła wybranka serca Kazana, czyli Szara Wilczyca. Pan Curwood napisał kolejną część tej opowieści o tytule Baree – The Son of Kazan, a po polsku mamy Bariego, syna Szarej Wilczycy.

Jak większość książek J.O. Curwooda, rzecz dzieje się w okolicy Zatoki Hudsona, w północnej Kanadzie. Mamy tu pierwszych osadników, traperów, czyli łowców skór, a także kilku Indian. A Kazan spotyka ludzi złych i ludzi dobrych, walczy zawsze po dobrej stronie, a walczyć potrafi. Przygód jest tu mnóstwo, ale najbardziej odpowiada mi sam klimat czasów sprzed około 150 lat i surowego leśnego środowiska.

Pójdźmy za Nim!

Krótkie opowiadanie Sienkiewicza, raczej dość nietypowe jak na niego. Małżeństwo Rzymian przeżywające coś w rodzaju niepokoju istnienia, trafia w okolicach roku 33 n.e. do Jerozolimy i będąc świadkami ukrzyżowania Jezusa, znajduje sens. Opowiadanie nie jest bardzo ambitne, od początku mniej więcej wiadomo, co się wydarzy. Ciekawe jest natomiast otwarte przyznanie się do wiary samego autora – inaczej tego utworu nie potrafię odczytywać.

Ojciec mówi do swoich dzieci

To znów książka zawierająca prywatne objawienia, jak czytane przeze mnie ostatnio Rękopis z Czyśćca i Mistyczne Miasto Boże. Tym razem czułem się lepiej, bo na pierwszej stronie wbite jest imprimatur. Książkę napisała Eugenia Ravasio, zmarła w 1990 roku włoska zakonnica. Dodatkiem do książki jest jej krótka biografia, która dostarcza argumentów broniących siostry Eugenii. Miała ogrom przeciwności i znosiła wszystko posłusznie.

Treść książki to komunikat od Boga Ojca. Główne założenie to odejście od wizerunku strasznego i każącego Boga do Boga Ojca kochającego swoje dzieci. Wydaje mi się, że już od lat przyzwyczaiłem się do takiego przekazu i nie było to dla mnie zbyt odkrywcze. To chyba dobrze.

Tajemnica piaszczystego kanionu

To kolejna odsłona przygód Winnetou i Old Shatterhanda autorstwa Karola Maya. Przeczytałem ją w formie ebooka. Oryginalnie powieść miała tytuł „Boże Narodzenie!” i składała się z 5 rozdziałów: akcja pierwszego i ostatniego działa się w Europie, a trzech środkowych na amerykańskim Dzikim Zachodzie. „Tajemnica piaszczystego kanionu” powstała przez wyciągnięcie z „Bożego Narodzenia!” trzech środkowych rozdziałów i ich odpowiedniej edycji, aby fabuła się kleiła.

Oczywiście jest to książka przygodowa, przygód pełna i przygodami napędzana. Ale oprócz tego są w niej misternie powplatane wątki, które łączą się powoli i prowadzą do bożonarodzeniowej kulminacji. Dodatkowo całość jest laurką wystawioną przyjaźni, odwadze i poświęceniu. A także rozwadze, pobożności i przebaczeniu. W takim towarzystwie solidna dawka przechwałek głównego bohatera – alter ego autora – nie psuje mi lektury. Howgh!

Wyspa Robinsona

Przesłuchałem w audiobookowej wersji moją pierwszą książkę autorstwa Arkady Fiedlera. Zaskakująco ciekawa. Mocno inspirowana „Przypadkami Robinsona Crusoe”, główny bohater Fiedlera czyta książkę XXX i sam próbuje wcielić w życie niektóre patenty Robinsona, gdy zostaje rozbitkiem. No właśnie – to historia XVIII-wiecznego amerykańskiego osadnika polskiego pochodzenia, który trafia na bezludną wyspę i radzi sobie z survivalem całkiem nieźle. Powoli do opowieści dołączają inne postacie i wyspa przestaje być bezludna, aż do kulminacji, w której aż się tam roi od mieszkańców. Wymowa jest, powiedzielibyśmy dziś, antyrasistowska i w tym sensie nawet krytyczna wobec oryginalnego „Robinsona”. Byłby z niej niezły scenariusz.

Prawidła życia

Sięgnąłem po tę książkę Janusza Korczaka, bo jest wysoko oceniana i jakoś interesuję się dziecięcą pedagogiką. Okazało się, że to bardziej opis zwyczajów i stosunków społecznych międzywojnia niż prawidła życia. Jakieś prawidła się pojawiają, ale to 1% objętości książki. Mimo wszystko podoba mi się przebijający z tych notatek Korczaka wielki nacisk na szacunek do dzieci.

Old Surehand tom II

Przeczytałem drugi tom Old Surehanda nie czytając pierwszego, ale mam jakieś pojęcie o bohaterach wymyślonych przez Karola Maya. I w tej książce głównymi postaciami są znani mi skądinąd narrator Old Shatterhand i wódz Winnetou. Tytułowy Old Surehand jest tu postacią drugoplanową, ale akcja jakoś wokół niego krąży.

Książka jest oczywiście przygodówką i dzieje się na Dzikim Zachodzie (głównie, są epizody z innych miejsc). Tego od niej oczekiwałem i dostałem, co chciałem. Te wszystkie motywy skradania się, ostrożnego palenia ognisk, nocowania na prerii, a przy tym apoteoza odwagi, honoru, prawdomówności i przyjaźni. Lubię to. Dostałem też jakąś dawkę pobożności – narrator potrafi cytować psalmy, kiedy zachwyca się widokiem gór, zachęca do modlitwy i sam się określa jako przede wszystkim chrześcijanina. Z książek o Winnetou kojarzę, że Karol May sugeruje, że wódz Apaczów przed śmiercią został chrześcijaninem. Ale w Old Surehandzie motywy chrześcijańskie są niezwykle jednoznaczne.

Orle pióra

Orle pióra to pierwsza część indiańskiej trylogii państwa Szklarskich pod łącznym tytułem Złoto Gór Czarnych. Czytałem wcześniej część drugą, została mi jeszcze trzecia do nadrobienia.

Pan Szklarski w latach 1960′ pisał serię książek podróżniczo-przygodowych o Tomku Wilmowskim, które mam już ogarnięte w komplecie. W latach 1970′ Szklarski przeszedł na temat Indian, prawdopodobnie pod wpływem ogólnie panującej mody na westerny. Podszedł to tematu po swojemu – wspólnie z żoną zebrali materiały źródłowe i potem w treść książki powplatali kilka prawdziwych historycznych epizodów i mnóstwo wiedzy o Indianach Wielkich Równin. Można z tej książki się dowiedzieć czym się różnią wigwam i tipi, jak ubierali się i co jedli Dakotowie, jakie mieli zwyczaje i wiele innych ciekawostek. A wszystko to wplecione w przygody młodego Santee Dakoty o imieniu Tehawanka.

Rękopis z Czyśćca

Skończyłem czytać krótkiego ebooka, książkę napisaną przez XIX-wieczną francuską zakonnicę s. Marię od Krzyża. Książka jest zapisem prywatnych objawień, więc trzeba podchodzić do niej ostrożnie. Siostrze Marii objawiała się zmarła współsiostra z tego samego klasztoru, która trafiła do Czyśćca i wolno jej było uchylić rąbka tajemnicy o rzeczach ostatecznych, jak należy żyć na ziemi i jaką relację mieć z Bogiem, Maryją i świętymi.

Szukałem informacji o autorce książki i samych objawieniach. Znalazłem sprzeczne informacje, więc nie będę ich powtarzał.

W każdym razie książka zawiera bardzo prosty wykład prawd o życiu duchowym. Jest w nim mowa o tym, jak robić postępy i w którym kierunku zmierzać.