Rowerem

Wczoraj przejechałem się do pracy rowerem, pierwszy raz od dłuższego czasu, co najmniej od tygodnia. Rano dobry dzień zapowiedziała przelatująca nad Zaspą czapla siwa. W drodze powrotnej zajechałem pod jedną z budek lęgowych pustułek – przy ul. Lelewela we Wrzeszczu. Pokazała się pustułka, ale jak na złość bez obrączki, zaprezentowała tylko ciemne szpony, żeby udowodnić, że nie jest pustułeczką. Ciekawa sprawa, myślałem, że wszystkie dostały białe plastiki. Trzeba próbować dalej, zaobrączkowane też muszą gdzieś być w okolicy.

Na osłodę miałem odczyt obrączki na kawce – widziana już znajoma z obrączką serii S, a więc jeszcze bez danych w Polringu. A potem grupka szpaków na mirabelkach na Zaspie głośno odzywająca się z zadowoleniem.

Warszawa

Wybraliśmy się do stolicy na Pilotów w Teatrze Roma. Po śniadaniu, Mszy św. i wizycie w Ministerstwie Kawy, pojechaliśmy do Gdańska.

W samej Warszawie nie widziałem zbyt wiele ptaków. Nocowałem na Mokotowie, po osiedlu kręcił się dziś młody kwiczoł, latały jerzyki i słychać było piegżę.

Więcej widziałem w drodze, na krajowej siódemce, z okna samochodu. W takiej sytuacji oczywiste są myszołowy – zawsze kręcą się jakieś przy trasie. Z drapoli śmignęła kania ruda, była jeszcze jedna kania, ale nie oznaczona, ze wskazaniem na czarną. I było coś większego, może orlik krzykliwy. Oczywiście bociany białe w różnych sytuacjach: na gnieździe z młodymi, na łąkach żerujące, w locie. Na słupkach ogrodzeń drogowych sporo drobnicy. Większości tych ptaków nie da się w tych okolicznościach oznaczyć. Ale na pewno był 1 gąsiorek, co najmniej 4 pliszki żółte i 3 siwe, trznadel, szpaki, coś przypominającego pokląskwę. I kolejne myszołowy.

Ostrowieczko w Wielkopolsce

II niedziela wielkanocna czyli Miłosierdzia Bożego

Wyjazdy w dalsze zakątki kraju powodowane są, jeśli nie urlopem, to uroczystościami rodzinnymi. Jestem już znów w Gdańsku, ale większą część soboty, noc i niedzielne przedpołudnie spędziłem w Dworku Ostrowieczko, odnowionym dworku otoczonym parkiem, oczkami wodnymi, polami i lasami.

Photo by Vladyslav Dukhin on Pexels.com

Wokół dworku kręcą się wróble, z okna widziałem samicę wlatującą z pokarmem w szczelinę między dachówkami i wylatującą z odchodami skrytych przed światem młodych. Jest też sporo szpaków, śpiewa kopciuszek, pojawiają się pojedyncze dymówki i zakukała kukułka.

Photo by Jean van der Meulen on Pexels.com

Na spacerze po śniadaniu słyszałem śpiewające potrzeszcze, brzęczkę i pospolitości: pleszkę, kosa, kapturkę, pierwiosnka, piecuszka, zięby, dzwońca i trznadla. Na jeziorze Ostrowieczno były 2 perkozy dwuczube, nad nimi latał samiec błotniaka stawowego. Widziałem też w okolicy czaplę siwą, 10 żurawi, dzięcioła dużego, pliszki siwe, raniuszki, modraszkę, sójkę, kruki i potrzosy.

Photo by Flickr on Pexels.com

Na trasie Ostrowieczko – Śrem – Kórnik – Gniezno – Inowrocław – Toruń i autostradą do Gdańska, widziałem mnóstwo szpaków, grzywaczy i nieoznaczonych wróblaków na ogrodzeniach – najpewniej trznadle i jakieś pliszki. W bitwie drapoli wygrał o włos błotniak stawowy nad myszołowem. Z błotniaków widoczne są tylko samce, więc samice albo już siedzą na gniazdach, albo jeszcze nie doleciały. Był też jakiś smuklejszy błotniak, może łąkowy. Nie oznaczyłem też co najmniej 2 sokołów. Poza tym: kilka kruków, czajka, sójki, 2 bociany białe, pojedyncze dymówki.

Na marginesie: polecam artykuł Bretta i Katarzyny McKay Sunday Firesides: Against Little Red Hen Culture z ich bloga Art of Manliness.