180 000 kilometrów przygody

Po przeczytaniu życiorysu Halika, sięgnąłem po książkę jego autorstwa. Choć to autorstwo jest poddawane w wątpliwość, możliwe, że książkę napisała jego żona Pierette, albo że zrobili to wspólnie.

Nie chcę się nad tą książką pastwić, ale Halik to bardziej podróżnik i fotograf niż pisarz. Książka jest chaotycznym zbiorem luźno ze sobą powiązanych przygód i ciekawostek z czasu podróży Halika jeepem przez obie Ameryki. Może wynikać to z faktu, że książka jest w istocie wyborem co lepszych kawałków z dwóch książek wydanych pierwotnie po hiszpańsku. Styl jest kiepski, Halik nieudolnie buduje napięcie i powtarza to, co mu się wydaje ważne lub brzmiące niesamowicie. Same historie są ciekawe, ale wyglądają mi na ubarwiane i nie do końca wiarygodne w przytaczanych szczegółach.

Dużo wnoszą zdjęcia. Halik miał do nich oko, są świetnie skomponowane i po prostu ładne. Choć często widać, że to bardziej pozowane portrety niż reporterskie kadry.

Dla przeciwwagi – pozytywna opinia o książce z bloga Podróżniczo Marty Muszyńskiej.

Tu byłem. Tony Halik

Im dłużej czytałem tę książkę, tym lepsze miałem o niej zdanie. Z początku miałem wrażenie chaotycznie i zdawkowo opisanych zdarzeń. Potem zaczęło się to układać w spójną opowieść. Najpierw późne lata Halika, potem środek, a na końcu młodość i wychodzące na jaw tajemnice, które Halik miał zamiar zabrać do grobu. Nie będę spoilerować.

Nie przypadł mi do gustu styl pisania pana Wlekłego. Ma krótkie zdania, najczęściej niezłożone. Przyznaję, że to dodaje tempa czytaniu, ale nie ma uroku. Muszę oddać autorowi ogrom pracy reporterskiej, którą wykonał, żeby zebrać w jedną opowieść fakty, których nikt w całości przed nim nie ogarnął.

A sam Halik okazał się być innym człowiekiem niż go zapamiętałem. Widziałem już starszego pana po siedemdziesiątce, a to był awanturnik i amant. Szukał przygód i je znajdował, a czego się nie znalazł, to doopowiadał.

Dodam linki do wybranych recenzji z blogosfery tak zwanej: pozytywna opinia na Bardziej lubię książki niż ludzi i negatywna na Podróżach po kulturze. Swoją drogą wśród piszących takie blogowe recenzje jest jakby rozpisany konkurs na jak najbardziej nieprawdopodobne zdjęcie z przeczytaną książką jako głównym motywem.