Rowerem

Wczoraj przejechałem się do pracy rowerem, pierwszy raz od dłuższego czasu, co najmniej od tygodnia. Rano dobry dzień zapowiedziała przelatująca nad Zaspą czapla siwa. W drodze powrotnej zajechałem pod jedną z budek lęgowych pustułek – przy ul. Lelewela we Wrzeszczu. Pokazała się pustułka, ale jak na złość bez obrączki, zaprezentowała tylko ciemne szpony, żeby udowodnić, że nie jest pustułeczką. Ciekawa sprawa, myślałem, że wszystkie dostały białe plastiki. Trzeba próbować dalej, zaobrączkowane też muszą gdzieś być w okolicy.

Na osłodę miałem odczyt obrączki na kawce – widziana już znajoma z obrączką serii S, a więc jeszcze bez danych w Polringu. A potem grupka szpaków na mirabelkach na Zaspie głośno odzywająca się z zadowoleniem.

Reklamy

Park Reagana

Niedzielny spacer w parku to najczęściej będzie jedno miejsce – Park Reagana, tylko 15 minut piechotą od domu, duży, zielony i nawet kiedy jest w nim dużo ludzi, można znaleźć trochę pustego terenu.

Na początek poszliśmy nad stawy, a tam pierwszym napotkanym ptakiem na wodzie okazał się płaskonos, mój pierwszy w tym roku, gatunek nr 140 na liście rocznej. Ostatni raz widziałem tego ptaka na tym samym stawie we wrześniu 2018. Po kolorze dzioba wnioskuję, że jest to samica, a nie pierzący się samiec, który miałby dziób ciemny. A dziób to jest coś, co u płaskonosa rzuca się w oczy i nie każdy jest jego koneserem.

Dalej zobaczyliśmy trochę pochowanych w roślinności krzyżówek i 3 kokoszki. Z rodziną łabędzi niemych trzymała się bernikla kanadyjska. To stały bywalec parku, ale skoro jest gatunkiem kartotekowym, zrobiłem zdjęcie i zgłosiłem, gdzie należy.

Po obejściu stawów weszliśmy do lasu. Niewiele w nim widać i bardzo mało słychać o tej porze dnia i roku. Za to ptaki się intensywnie pierzą i pod nogami można trafić coś ładnego. Tym razem znalazłem lotkę dzięcioła – mówią, że nie można rozpoznać gatunku dzięcioła po lotce, wiadomo tylko, że to jeden z dzięciołów pstrych: duży, średni, białogrzbiety albo białoszyi. Białoszyjego w Polsce jeszcze nie widziałem, białogrzbietego nie widziałem na Pomorzu, średni bywa tu bardzo rzadko, więc na 99% będzie to dzięcioł duży.

W bezdrzewnej, trawnikowej części parku widzieliśmy jeszcze dwie pliszki siwe, jednego z ostatnich jerzyków i dymówki. A w drodze powrotnej pokazały się obrączkowane kawki. Na początek było łatwo – żółty plastik, z nowej serii S, a już ukruszony. Następna kawka miała tylko metal i nie odczytałem pełnego numeru zanim ptak odleciał, zabrakło ostatniej cyfry. A więc jest 10 możliwych kombinacji. Sprawdziłem w Polringu, że czytałem obrączki serii FS z tymi samymi trzema początkowymi cyframi – wszystkie były śmieszkami obrączkowanymi w 2016 roku w Gdańsku. Zgłosiłem niepełny odczyt w nadziei, że z 10 możliwych kombinacji tylko jedna kawka dostała taką obrączkę, a pozostałe 9 to mewy. Pewnie jutro się dowiem, czy tak było. [Dopisek 2019-08-23: nic z tego, odczyt został odrzucony].

Once Upon a Time … in Hollywood

Rzadko pojawiamy się w premierowy weekend promowanego billboardami filmu. W końcu wybraliśmy się zobaczyć, jak polski Rafał Zawierucha gra u Tarantino.

Film nie ma szybkich akcji, wielu zwrotów fabuły i tarantinowskiego zrównoleglenia akcji. Jest hołdem dla kina przełomu lat ’60/’70 i nawiązania do znanych dzieł i wydarzeń wywołują czasem śmiech a czasem tęsknotę i pomagają przetrwać ponad 2 godziny i 40 minut. Quentin chce ocalić klimat tamtych filmów, był to znany od dawna fakt, a teraz mamy wszystkie karty na stole. I jest szpilka wbita Romanowi Polańskiemu i hippisom.

Dobrze całość podsumowuje recenzja Łukasza Knapa.

Barniewice

Sobotni spacer to tylko lekkie wyjście poza granice Gdańska. Zaczęliśmy przy zbiorniku retencyjnym Klukowo, czyli gdzieś w granicach dzielnicy Matarnia. Doszliśmy do wsi Barniewice, której część jest oficjalnie dzielnicą Gdańska. Całą drogę królował krajobraz polno-wiejski, kosiły kombajny i jeździły traktory.

Wszędzie w okolicy pełno było kruków. Najpierw widzieliśmy pojedyncze przelatujące i siedzące na polach. W kocu doszliśmy do dużej śmierdzącej pryzmy naturalnego nawozu, na której siedziało co najmniej 20 ptaków. Kruki zrobiły się mało płochliwe, można było podchodzić do nich na mniej niż 50 metrów, a jeden z nich zerwał się z przydrożnego drzewa dopiero gdy byliśmy około 10 metrów od niego. Powoli są coraz bliżej wsi i miast, może zsynantropizują się jak inne krukowate.

Nota bene w Akademii Pana Kleksa pojawiał się książę zamieniony w szpaka, a nie w kruka, jak niektórzy sądzą.

Zbiornik retencyjny zawiódł. Kiedy byłem tam ostatni raz, we wrześniu 2018, pływało po nim sporo krzyżówek, para perkozków i żerował zimorodek. Teraz na wodzie nie było dosłownie nic, na wysepce na środku zbiornika zamiast zimorodka był mazurek i kilka makolągw. Widziałem też gąsiorka, pokląskwę, skowronki, 3 gatunki jaskółek, jerzyka i inne pospolitości.

Dopisały drapole. Od początku widać było krążące i zawisające nad polami pustułki i myszołowy. W pewnym momencie z jedną z pustułek zaczął ścigać się krogulec, próbując też upolować srokę lub grzywacza. A wisienką na drapolowym torcie był przelatujący wysoko rybołów.

To mój jedenasty rybołów w życiu i oczywiście pierwszy w tym roku. ostatnio widziałem tego ptaka w ujściu Wisły w lipcu 2017. Często mam impresje innych ptaków, kiedy widzę rybołowa. Teraz wydawało mi się, że widzę przelatującą mewę zanim popatrzyłem na niego przez lornetkę – w Collinsie jest napisane, że może przypominać mewę siodłatą, a w Jonssonie, że dużą młodą mewę. Kiedy pierwszy raz widziałem rybołowa w 2007 roku, początkowo wydawał mi się czaplą – tej impresji nie potrafię dziś wytłumaczyć.

Monty Python and the Holy Grail

Pierwszy z trzech dużych filmów Monty Pythona, po sukcesie Świętego Graala powstały jeszcze Żywot Briana i Sens życia. Dotychczas widziałem tylko te dwa ostatnie, więc nadrobiłem pierwszy.

Wiadomo czego się spodziewać – jest absurdalny angielski humor, wszystkie postacie grane przez tych samych aktorów i sprawdzanie inteligencji i cierpliwości widza. Zabawne, ale dziś już trochę trącące myszką.

Lotka zięby

Dziś kolejne pióro do kolekcji, sfotografowane w ściółce mijanego w drodze do pracy kawałka lasu. Lotka pierszorzędowa zięby – zidentyfikowana po charakterystycznych białych wcięciach i obrzeżeniach w szaroczarnych chorągiewkach pióra. Poza tym po wielkości i biotopie.

Słychać było dziś dzięcioła dużego, kowalika i sójkę, pokazał się kos i rudzik. Drogę zaszedł mi dzik, przestraszył się od razu uciekł.

Jezioro Bielkowskie

Czwartek wolny od pracy wykorzystaliśmy na spacer dookoła Bielkowskiego Zbiornika Wodnego. Szukałem czegoś nieodległego, około 30 minut jazdy od domu, ładnego i jednocześnie nie zadeptanego przez tłumy. Padło na okrążenie zbiornika retencyjnego o wielu nazwach – mówią też na niego Zbiornik Kolbudy II, Zbiornik Kolbudy Dolne, Jezioro Bielkowskie i po miejscowemu Jezoro Biélkôwsczé. No jezioro to nie jest, skoro rozlewisko rzeki Raduni sztucznie powiększono do rozmiarów zbiornika i postawiono obok małą elektrownię wodną.

Uwinęliśmy się w około 2 godziny. Ptaków rozczarowująco niewiele. Na wodzie jedna rodzina łabędzi niemych, 1 czy 2 kormorany, pochowane na brzegach krzyżówki. Krzyżówki rozczarowały dodatkowo tym, że na dwóch widziałem metalowe obrączki, ale odczyt nie był możliwy. Żadnych mew, rybitw, chruścieli, że o siewkach nie wspomnę.

Z ptaków nie związanych z wodą – dzięcioł duży, kowaliki, grzywacze, mazurki, bogatki, dymówki, oknówki i co najmniej 1 gąsiorek, pozujący do zdjęcia samiec.